Dzisiaj jest środa, 23 sierpnia 2017 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 30 z dnia 25.07.2017

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
O niezależności sądów decydują intencje władzy
25 lat temu wojska rosyjskie opuściły Chojnę
Nie żyje M. Kozanecki
Tory na złom
Tu kiedyś była granica
Z kwiatami bym zaczekał
Polacy z Niemcami i Ukraińcami
Deszczowa scena Jarmarku Moryńskiego
Sport

O niezależności sądów decydują intencje władzy

W każdej dyskusji warto najpierw rozstrzygnąć sprawy kluczowe, bo inaczej spór o szczegóły staje się stratą czasu. Podobnie jest w sporze o to, jaki wpływ na polski wymiar sprawiedliwości mogą mieć forsowane obecnie zmiany w sądownictwie. Kluczową kwestią jest tkwiący między słowami przepisów duch prawa, a jego najistotniejszą miarą są intencje pomysłodawców. Swe intencje wyrażał wielokrotnie Jarosław Kaczyński, i to na długo przed jego niesławną wypowiedzią sprzed kilku dni o zdradzieckich kanaliach, które zamordowały mu brata, jak i przed grożeniem posłom opozycji, że będą siedzieć. Od lat obnaża się on różnymi szczerymi wypowiedziami i każdy, kto chciał dostrzec, od dawna widzi, że ten król jest nagi (choćby gdy 11 lat temu przekonywał, że w nim jest czyste dobro). Kaczyński żyje w głębokim fanatycznym przekonaniu, że tylko jego wizja Polski jest słuszna, a kto go krytykuje, jest gorszym sortem, oderwaną od koryta świnią, ubekiem, komunistą, złodziejem i łajdakiem. Dlatego chce on obezwładnić instytucje mogące kontrolować i blokować poczynania władzy PiS-u: radio, telewizję, prasę, a przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy (tym samym także Państwową Komisję Wyborczą). W tym świetle łatwiej zrozumieć, skąd w parlamencie to forsowanie na oślep ustaw nocami. Warto zauważyć, że do „ubeków” i „komunistów”, czyli do grona milionów ludzi w Polsce i za granicą, szef PiS-u musi teraz doliczyć jeszcze prezesa Trybunału Konstytucyjnego Czech, prezesa czeskiego Sądu Najwyższego i tamtejszego prokuratora generalnego, którzy oświadczyli, że pisowskie ustawy „są atakiem na same podstawy funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego”. Musi też dodać rząd tak hołubionego przez siebie Donalda Trumpa, który właśnie wyraził zaniepokojenie projektami zmian w polskim prawie.

PiS pokrętnie zasłania się porównaniami z innymi krajami, gdzie formalnie sędziów powołują politycy. To bałamucenie opinii publicznej, bo z reguły w tych państwach politycy zatwierdzają kandydatów wyłonionych przez gremia sędziowskie, a samo powołanie ma charakter czysto rytualny. W praworządnych krajach najważniejsze więc jest nie to, kto powołuje, lecz to, iż zupełnie nie do pomyślenia jest wywieranie przez powołującego (przez prezydenta, ministra czy parlament) jakichkolwiek nacisków na sędziów. To wynika nie tylko z litery prawa, ale przede wszystkim właśnie z jego ducha, który przejawia się w kulturze politycznej społeczeństwa oraz w świadomości polityków i wyborców.

Prezydent USA Richard Nixon złożył w 1974 roku rezygnację, bo groziło mu pozbawienie stanowiska z rąk parlamentu, ale nie bezpośrednio za to, że w słynnej aferze Watergate wynajęci przez jego partię ludzie próbowali założyć podsłuch w siedzibie politycznych konkurentów, lecz za próby tuszowania tego poprzez wywieranie nacisków na prowadzących dochodzenie śledczych z FBI. Poza tym Nixon potajemnie nagrywał rozmowy prowadzone w swym gabinecie w Białym Domu i nie chciał wydać taśm, ale nakazał mu to jednomyślnie Sąd Najwyższy, także głosami sędziów nominowanych przez prezydenta. Obecnemu prezydentowi Trumpowi również może grozić pozbawienie urzędu, ale nie bezpośrednio za bulwersujące przedwyborcze kontakty z Kremlem, ale za zarzut utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości poprzez zwolnienie szefa FBI.
Jeśli ktoś w Polsce Kaczyńskiego wyobraża sobie dymisję za takie sprawy ministra, premiera czy prezydenta, to pogratulować fantazji, optymizmu i oderwania od rzeczywistości.

Jako obywatel nieraz bulwersowałem się decyzjami polskich sądów. Ale mimo to nie przychodziło mi do głowy nawoływać do wyrzucania sędziów, których wyroki wywołują moje niezadowolenie. Nierzadko bolesna niezależność sądów polega właśnie na tym.
Robert Ryss

do góry
2017 ©  Gazeta Chojeńska