Dzisiaj jest środa, 23 sierpnia 2017 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku

Swobodnie o Swobnicy

Na naszych łamach inicjujemy kolejną debatę. Zapraszamy do niej tych, którym leży na sercu los wspaniałego zamku joannitów w Swobnicy (gm. Banie), który na naszych oczach rozsypuje się w ruinę. Czy jako świadkowie tego procesu nie powinniśmy - nawet my, zwykli mieszkańcy naszego regionu, odczuwać odpowiedzialności za ten stan rzeczy? Odpowiedzialności także wobec naszych dzieci i kolejnych pokoleń? Bo nie potrafimy zadbać i zachować tego bogatego dziedzictwa, które historia przekazała w nasze ręce. Szczególną odpowiedzialność powinny odczuwać osoby pełniące funkcje publiczne: minister kultury, konserwator zabytków, wojewoda, starosta, wójt, sołtys, radni.
Redakcja "Gazety Chojeńskiej"


Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość wspólnie z "Gazetą Chojeńską" podejmuje kolejne wyzwanie. Tym razem chcemy swobodnie porozmawiać o zamku w Swobnicy pod hasłem SWOBODNIE O SWOBNICY. Liczymy, że zamieszczane tu teksty zainspirują nas wszystkich do stworzenia dobrych rzeczy dla przyszłości tego miejsca.

Jest rok 2040. Szczecińskie "Pływające ogrody" na zatartym już pograniczu polsko-niemieckim rozrastają się, dochodzą w okolice Cedyni. Nasze dzieci przejęły już od nas władzę w samorządzie, zarządzają stworzonymi przez nas mniejszymi i większymi firmami. Siedzimy sobie wygodnie na emeryturze lub nadal pracujemy. Od kilkunastu lat panuje moda na Pomorze. Z nowoczesnych wielkomiejskich miast, m.in. z Berlina, Szczecina, Gorzowa i Słubfurtu (Słubic/Frankfurtu) co tydzień wylewa się ogromna ilość turystów na małe miasta i wsie. Dogodna nowoczesna linia łączy większe ośrodki, m.in. Chojnę. Kościół Mariacki przyciąga gości poprzez różnorodną ilość imprez kulturalnych. Nieopodal miasta można zwiedzać zamek w Swobnicy. Podobnie jak kościół Mariacki, podźwignięty z ruiny blisko 40 lat temu...

Czy taką przyszłość zobaczy turysta w naszym regionie? I czy w przyszłości jest miejsce dla zamku w Swobnicy? Czy nasze pokolenie jest odpowiedzialne za zaniedbania naszych rodziców i dziadków? Czy my mamy moralny obowiązek wspomagać lokalne społeczności i dbać o przejęte mienie? Czy szczecinianie nie powinni zainteresować się takim miejscem, jakim jest zamek w Swobnicy? Czy Szczecin - stolica regionu - może przyczynić się do normalności takiego miejsca? A może lokalna społeczność zainteresuje się swoim otoczeniem? Można powielać pytania, ale liczymy, że to Państwo będą zadawać trudne pytania i proponować pewne rozwiązania.

Teraz, po wydaniu w 2006 roku książki o Swobnicy, spoglądamy na tę publikację i nachodzi nas refleksja. Jakie mieliśmy ogromne szczęście, że widzieliśmy zamek tuż przed zawaleniem się ściany! Oglądamy okładkę i rzuca nam się w oczy fragment południowej ściany zamku. Teraz jej już nie ma! Zawsze człowiek się zastanawia: dlaczego takie obiekty niszczeją przy pełnej akceptacji otoczenia? Dlaczego nasze społeczeństwo nie ma inicjatywy?
Zdajemy sobie sprawę, że mimowolnie, wraz z kryzysem zamku, jego upadkiem, kryzys przechodzi również żyjąca w jego cieniu społeczność. Tak się działo już wcześniej, gdy swobnicki zamek przechodził różne koleje losu. Tak więc odbudowę swobnickiego zamku musimy zacząć od wsparcia lokalnej społeczności. Zbudowanie zespołu lokalnych liderów, a wokół nich grupy zapaleńców organizujących różnego typu imprezy - to nie tylko sposób na integrację mieszkańców, znalezienie zatrudnienia, ale i przyciągnięcie mieszkańców Szczecina i okolic. Wzrost społecznego znaczenia zamku może spowodować wzrost zainteresowania inwestorów jego odbudową (czy to prywatnych, czy to publicznych). To ważne, by przestrzeń wokół zamku nie była martwa. Czy to może się udać? Może. Udało się już w Nowym Warpnie, gdzie udało się zaktywizować lokalną społeczność, wyłonić lokalnych liderów, wdrożyć strategiczne planowanie działań oraz zbudować wioskę tematyczną w Brzózkach - wioskę dobrej energii. W ubiegłym roku przygotowaliśmy wniosek na sfinansowanie podobnych działań w Swobnicy w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki na wzmocnienie społeczności lokalnej wokół swobnickiego zamku - niestety, wtedy nie uzyskał on dofinansowania, spróbujemy złożyć go ponownie w tym roku. Dzięki temu projektowi chcielibyśmy wzmocnić lokalnych liderów, zaktywizować mieszkańców, wypracować plan działań, wypromować jedną z imprez lokalnych zintegrowaną ze swobnickim zamkiem.

Liczymy że dzięki takim działaniom będzie można obecnie odbudować społeczną świadomość świetności zamku. Bo przecież zamek to nie tylko mury za dziurawym płotem. To przede wszystkim ludzie żyjący wokół niego. I liczymy na ich pomysły i twórcze działania.
Andrzej Łazowski i Antoni Sobolewski (Czas Przestrzeń Tożsamość)

Wkrótce tekst Romana Czejarka z Warszawy - autora wydanej 2 lata temu przez "Czas Przestrzeń Tożsamość" książki "Swobnica/Wildenbruch". Można ją kupić m.in. w Centrum Informacji Turystycznej w Gryfinie.
("Gazeta Chojeńska" nr 10 z 10.03.2009)


Swobodnie o Swobnicy (2)

Pierwszy raz przyjechałem do Swobnicy jako młody reporter Polskiego Radia w Szczecinie pod koniec lat osiemdziesiątych. Było to w chwili, gdy zamek stał już pusty, a na podwórzu walały się resztki maszyn dawnego PGR. Lokalne władze martwiły się, co będzie dalej, bo nikt nie miał dobrego pomysłu. Ale w Polsce zmieniał się wtedy ustrój i Swobnica specjalnie już nikogo zbytnio nie obchodziła. Były przecież ważniejsze sprawy.
Drugi raz przyjechałem z mikrofonem w chwili sprzedaży zamku nowemu właścicielowi z Niemiec. Na fali kapitalistycznych przemian dawny PGR złapał szczęście za nogi i przekazał ruinę bogatemu inwestorowi z zachodu. Tak przynajmniej mówiono dziennikarzom. Nad Swobnicą latał helikopter z wycieczkami, na dziedzińcu pieczono kiełbaski oraz lano do plastykowych kufli niemieckie piwo. Łopotały trójkolorowe flagi i wszyscy wydawali się szczęśliwi.
Niecały rok później czar prysł. Okazało się, że PGR nie miała prawa sprzedać zamku. Majątek odebrała gmina i przekazała następnej chętnej osobie. Znów snuto piękne plany o wielkim ośrodku wypoczynkowym oraz o żaglówkach pływających po oczyszczonym z zarośli jeziorze. Miało być kolorowo, choć już nie tak szybko jak zapowiadano to wcześniej. Ja nagrałem kolejny ciekawy reportaż. Niedługo potem przeniosłem się na stałe do Warszawy i moje kontakty ze Swobnicą bardzo osłabły.
Kilka lat później, podróżując służbowo po Pomorzu Zachodnim, postanowiłem odwiedzić dawne strony i zobaczyć, jak wyremontowano zamek. Zamiast eleganckiej bramy wjazdowej już z daleka zobaczyłem zardzewiałą furtę, a chwilę później poznałem pachnącego tanim piwem nocnego stróża. W oddali straszyły zabite deskami okna zrujnowanego zamku. O remoncie oczywiście nikt tu nie słyszał.

Powoli Swobnica stała się moja pasją. Pisałem do władz, namawiałem lokalnych działaczy, tłumaczyłem że musi działać konserwator zabytków. Bezskutecznie. Ponieważ jestem dziennikarzem, jedyne, co mogłem zrobić, to publicznie pisać i mówić o zamku. W 2006 r. wspólnie ze Stowarzyszeniem Czas Przestrzeń Tożsamość oraz Andrzejem Łazowskim wydałem książkę "Swobnica/Wildenbruch". Za własne pieniądze zrobiłem też stronę internetową. Myślałem, że to wystarczy, by ktoś wreszcie poważnie pomyślał o niszczejącym zabytku. Okazało się tylko, że jestem bardzo naiwny.
Mija 20 lat, a w Swobnicy dalej nic się nie dzieje. W tym czasie kilkanaście takich samych całkowicie zrujnowanych zabytków na Śląsku zamieniono w przepiękne hotele. To na Śląsku, bo na Pomorzu Zachodnim, na dawnym zamku Wildenbruch runęło jedno skrzydło. Od czasu do czasu moją skrzynkę mailową zasypują kolejne listy z pytaniami. Nie wiem, dlaczego, ale właśnie do mnie wielu oburzonych ludzi kieruje uwagi w stylu: "Byłem tam i widziałem jak to niszczeje! To skandal! Dlaczego nic pan nie robi?". - A co mam robić? - odpowiadam. - Czy ja jestem gminną władzą odpowiedzialną za zamek? Czy jestem wojewódzkim konserwatorem zabytków? Czy mam worek z pieniędzmi?
Swobnica jest wyjątkowym miejscem. To perełka, jakich w tej okolicy jest bardzo niewiele. Niby wszyscy zainteresowani to widzą, ale... ale nic się nie dzieje. Ciekawe, co napiszę za następne 20 lat? Czy będzie jeszcze o czym pisać?
Roman Czejarek
www.czejarek.pl/swobnica
Autor jest znanym dziennikarzem radiowym, prowadził m.in. "Lato z Radiem", "Sygnały Dnia" i "Cztery Pory Roku". W latach 1994-98 wiceprezes zarządu Polskiego Radia. Obecnie pracuje w radiu Vox i w "Rzeczpospolitej". Napisał kilka książek, w tym "Zamki na starych pocztówkach" i "Moje Lato z Radiem".
("Gazeta Chojeńska" nr 11 z 17.03.2009)


Swobodnie o Swobnicy (3)

Z katalogu śmiertelnych zagrożeń dla zabytków
Z zainteresowaniem przyjąłem zaproszenie do debaty pt. "Swobodnie o Swobnicy". Przypadek zamku w Swobnicy, który popada w ruinę mimo zainteresowania wielu osób, instytucji i organizacji, nie jest odosobniony. Od wielu lat organizuję wspólnie z partnerami z Polski i Niemiec konferencję ANTIKON, poświęconą architektonicznemu dziedzictwu pogranicza, a w szczególności architekturze ryglowej. W podróżach studyjnych zatrzymywaliśmy się niejednokrotnie przy obiektach będących w pułapce niemożności. Niszczejących, niszczonych, dewastowanych, umierających na naszych oczach. Próbowaliśmy wyjaśnić, jakie są zagrożenia dla zabytków i jakie przyczyny niemożności. Próbowaliśmy je nazwać i sklasyfikować. Poniżej prezentuję dwa śmiertelne zagrożenia dla zabytku.

1. Mały zabytek na drogiej działce. Przykładem tego śmiertelnego zagrożenia są losy zagrożenia pięknego, historycznego budownictwa drewnianego z przełomu XIX i XX wieku na tzw. Linii Otwockiej (w miejscowościach znajdujących się w pobliżu Otwocka wzdłuż linii kolejowej od Wawra do Śródborów). Budownictwo to charakteryzuje unikalny na światową skalę styl architektoniczny, zawierający elementy tradycyjnego budownictwa mazowieckiego, rosyjskiego i alpejskich schronisk. Dla stylu charakterystyczne są drewniane ażurowe zdobienia werand i ganków oraz szpiczaste zwieńczenia dachów. Styl ten został nazwany przez K. I. Gałczyńskiego "świdermajerem" - w dowcipny sposób połączył nazwę rzeki Świder z nazwą mieszczańskiego stylu biedermeier.
Co roku płonie kilka lub kilkanaście obiektów. Pożary całkowicie niszczą tę architekturę. Dlaczego? Obiekty są wpisane do rejestru zabytków, ich remont zgodnie ze sztuką konserwatorską kosztuje sporo. Wyremontowane mogą pełnić funkcję mieszkaniową zaledwie dla kilkuosobowej rodziny, są bowiem niewielkie. Ujemna rentowność inwestycji odwraca uwagę potencjalnych właścicieli od budynku, ich uwagę przyciąga wysoka wartość działki na której stoi. Potrzebne są bowiem tereny pod budownictwo mieszkaniowe, szczególnie kilka kilometrów od Warszawy.
2. Duży zabytek na taniej działce. Przykładem tego śmiertelnego zagrożenia jest zamek w Swobnicy. Remont obiektu może kosztować krocie. Kilkanaście milionów lub więcej. Położenie Swobnicy z dala od dużych aglomeracji i tras turystycznych, brak innych atrakcji typu: duże jezioro, wybrzeże, góry wymaga od potencjalnego inwestora bardzo dużych nakładów i unikalnego pomysłu, by w tak dużym obiekcie prowadzić działalność gospodarczą godną jego atrakcyjnej historii. Ponadto dodatkową barierą są oczywiste ograniczenia konserwatorskie.

Dlatego właściciel cierpliwie czeka na zawalenie się obiektu. Prawdopodobnie naiwnie sądząc, że działka z ruiną nienadającą się do odbudowy zdrożeje.
Gdyby swobnicki zamek stał w Otwocku, już dawno byłby ekskluzywnym hotelem "Templariusz", a jego właściciel chlubiłby się swym wielkim wysiłkiem inwestycyjnym dla przywrócenia świetności. Nie jest to, niestety, możliwe.
Jest za to możliwe przenoszenie zabytkowych "świdermajerów" do sąsiednich miejscowości na działki tańsze. Nikt tego jednak nie czyni, bo pożar jest rozwiązaniem tańszym.
Marek Sztark
Autor ur. się w Dębnie, mieszka w Szczecinie, w latach 2005-2007 dyrektor Opery na Zamku, obecnie prezes Towarzystwa Wspierania Rozwoju Pomorza Zachodniego Szczecin-Expo. W 1997 r. otrzymał tytuł Mecenasa Kultury Szczecina. Laureat nagrody "Szczupak 2005" za największe wydarzenie artystyczne roku.

Zamek na sprzedaż
19 marca Mirosław Winconek w "Kurierze Szczecińskim" opublikował artykuł pt. "Swobnica na sprzedaż". Czytamy tam, że Johann van Leendert (obecny holenderski właściciel walącego się zamku) szuka kupca. Podana cena to 10 173 500 zł. W 1992 r. Holender kupił nieruchomość od gminy Banie za 50 tys. zł i urządził tam skup dziczyzny. Oferta sprzedaży pojawiła się, gdy minister kultury odrzucił wniosek o dotację na remont lewego skrzydła. Należąca do Leenderta spółka C.P z siedzibą w Gryfinie złożyła jesienią ub.r. wniosek o dotację w wysokości 561 897 zł na remont dachu części zamku z ministerialnego programu "Dziedzictwo kulturowe - Priorytet I Ochrona Zabytków". Wniosek w lutym nie uzyskał rekomendacji Zespołu Sterującego ds. Ochrony Zabytków. Jak podaje "Kurier", w Ministerstwie Kultury co najmniej od 2002 r. nie ma śladu wcześniejszych starań o jakiekolwiek środki na roboty zabezpieczające, nie mówiąc o odbudowie.
("Gazeta Chojeńska" nr 12 z 24.03.2009)


Swobodnie o Swobnicy (4)

Kto za to zapłaci?
Pod koniec czerwca 1945 r. na swobnickim zamku znalazło schronienie liczne grono wojennych rozbitków. Polacy trafiający w to miejsce z różnych stron świata znaleźli niezwykle atrakcyjne warunki zamieszkania, bowiem nie tylko umeblowany, solidny dach nad głową, ale i sprzęty codziennego użytku pozwoliły na szybkie zagospodarowanie się na tym "Dzikim Zachodzie". Z opowieści żyjących dziś jeszcze świadków tamtych czasów wyłania się obraz solidnego ni to pałacu, ni to zamku obronnego, położonego malowniczo na półwyspie jeziora, nieopodal dużej wsi Swobnica, otoczonego parkiem, ogrodami i polami uprawnymi. Mieszkać w pałacu! Takie marzenia spełni nasza ludowa władza!
Jednak co do zamku Wildenbruch władza ludowa miała inne plany. Może to jest i zabytek, jak krzyczą jajogłowi okularnicy, ale nie nasz polski, tylko poniemiecki, wręcz faszystowski. Ponad 900 hektarów gruntów uprawnych, na których wstrętny Niemiec zmuszał do niewolniczej pracy również Polaków, teraz należeć będzie do ludowej ojczyzny, czyli do nas wszystkich. Na pałacowych pokojach ulokuje się urzędników Państwowego Gospodarstwa Rolnego, a pozostałe pomieszczenia wykorzysta na różnego rodzaju działalność. Mogą tam powstać warsztaty, magazyny, a nawet obora i chlewnia, a co?

Chyba nie pomylę się, gdy stwierdzę, iż w tym właśnie czasie rozpoczęła się, będąca niejako do przewidzenia, agonia starego zamczyska.
12 lat po wojnie urzędnicy od zabytków zauważyli w Swobnicy "mienie o dużej wartości" i wpisali je do odpowiedniego rejestru. Rejestr ten do dziś jest urzędniczym pancerzem, ochraniającym historyczne obiekty przed czyhającym ze wszystkich stron zagrożeniem. Tyle tylko, że jest to pancerz dawno już przerdzewiały. Urzędnicy zlecali inwentaryzacje "obiektu", historycy pisali mądre prace, PGR wykonywał plany "przed terminem", a zamek niszczał w cichej agonii.
Słońce nad zamkiem zaświeciło jeden jedyny raz, "za Gierka", kiedy to "Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej". Dostatniej, nie dostatnio. Planowana przebudowa zamku na dom wczasowy skończyła się w fazie papierowego projektu, a zamek niszczał już w zastraszającym tempie. Nie nadawał się w tym momencie nawet na biura, choć od biedy jeszcze można w nim było magazynować zboże. Jednak już niedługo...

Co było dalej, wszyscy wiemy. I choć od 15 września 1992 r. zamek swobnicki ma określonego imieniem i nazwiskiem właściciela, to tak naprawdę od 60 z górą lat nie ma swojego gospodarza. Żal ściska serce, gdy co jakiś czas odważę się odwiedzić ukochane "zamczysko na Dzikich Błotach". Żal ściska serce, gdy przeglądam domowe archiwum fotograficzne, rejestrujące "polskie" losy zamku. Cóż z tego, że tu i ówdzie odzywa się głos wołający o ratunek. Dziś jest to już głos wołającego na puszczy.

Zapisane w urzędniczym rejestrze w roku 1957 "mienie o dużej wartości" zostało zdefraudowane. Do pisanej historii zamku po imionach rycerzy, dostojników, margrabiów i książąt trafić muszą także imiona i nazwiska urzędników od ochrony zabytków, dyrektorów i kierowników PGR, naczelników i wójtów - słowem tych wszystkich, którym się "nie chciało". Nie chciało się im należycie spełniać roli gospodarza i nadzorcy, nie chciało się im narażać urzędniczej kariery dla ratowania "niesłusznego ideologicznie obiektu", nie chciało się im z nikim zadzierać... Zawarte w tytule pytanie odnosi się właśnie do tych ludzi, tyle tylko, że jest to pytanie retoryczne, więc odpowiedzi nie będzie...
Po zrujnowanych, pustych komnatach hula wiatr, przez oczodoły wyrwanych okien zacina deszczem, a zimą zawiewa śniegiem. Czarny kocur próbuje straszyć nieproszonych gości, którzy przeszkadzają mu w jego sprawkach. Niespodziewanie pojawia się i równie tajemniczo znika, nie reagując na żadne kici, kici. W tym zamczysku łatwo można poczuć się intruzem, chociażby ze względu na jego obecnego właściciela - przypadkowego, nieodpowiedzialnego.
Za oknami, w koronach umierających wraz z zamkiem drzew, złowrogo huczy zimny wiatr, wśród ruin znowu przemyka jak duch bezszelestnie czarny kocur. Przystanął na chwilę, a w jego oczach pojawił się niemy wyrzut. Przez chwilę wydawało mi się, że błysnął w nich także dumny, książęcy majestat...
Marian Anklewicz
Autor jest gryfińskim regionalistą. W ub. roku ukazały się jego przewodnik po Gryfinie pt. "Miejski Szlak Historyczny" oraz książka o organach Barnima Grüneberga w tamtejszym kościele NNMP. Na lutowym festiwalu "Włóczykij" z uznaniem widzów spotkała się jego gawęda o tajemniczych szachownicach na kamiennych kościołach średniowiecznych. Teraz pracuje nad serią tomików o historycznych wędrówkach po Ziemi Gryfińskiej.
("Gazeta Chojeńska" nr 13 z 31.03.2009)


SOS dla Swobnicy

Zmotywowany przez Andrzeja Łazowskiego ze stowarzyszenia "Czas Przestrzeń Tożsamość" do uczestnictwa w debacie "Swobodnie o Swobnicy" (skrót SOS!!!) na temat zamku w Swobnicy, czynię to z nadzieją, że wspólny głos jej uczestników przyczyni się do zachowania tej niezwykłej budowli, o której dwukrotnie pisałem na łamach "Kuriera Szczecińskiego".

Uważam, że do wyjątkowego znaczenia zamku w Swobnicy nie trzeba nikogo przekonywać. Dość powiedzieć, że jego historia jest częścią dziejów Europy i jej kulturowego dziedzictwa. Z tego powodu warto go zachować na przykład w celu przekazywania wiedzy o tym dziedzictwie. Aby tak się stało, niezbędne jest nawiązanie porozumienia z jego prywatnym właścicielem, zapytanie go o jego plany odnośnie dalszego losu budynku, o planowane prace na rzecz uchronienia go przed zniszczeniem i o to, czy jest zainteresowany współpracą zmierzającą do wykorzystania jego kulturowych i historycznych walorów. Wydaje się, że nie ma innej drogi oprócz takiego konstruktywnego porozumienia, w którego zbudowanie winny się zaangażować władze oraz instytucje odpowiedzialne za ochronę zabytków, wspierane przez zainteresowane instytucje pozarządowe i pasjonatów. Alternatywą w tym względzie jest partnerstwo publiczno-prywatne, a takie porozumienie, taki okrągły stół z udziałem wyżej wymienionych podmiotów, pozwoliłby nakreślić ramy i program działań, m.in. na rzecz pozyskania niezbędnych funduszy.
To długa i niełatwa droga. Warto jednak podjąć ten wysiłek, bo korzyści płynące z wykorzystania kulturowych walorów zamku trudno przecenić. Mógłby być przecież elementem edukacji o dziejach zakonów rycerskich, o praktykach stosowanych wobec osób posądzanych o kontakty z nieczystymi siłami oraz miejscem związanych z tym wystaw, prezentacji, konferencji naukowych i popularyzatorskich. Faktem jest, że w naszym regionie, tak mocno związanym z istnieniem zakonów rycerskich, nie mamy stałej ekspozycji przedstawiającej ich dzieje i dokonania na tych ziemiach. Zamek w Swobnicy ze znanych względów wydaje się być idealną lokalizacją dla takich działań. Trzeba do nich przystąpić jak najprędzej, ponieważ budynek wymaga niezbędnych remontów, a upływający czas działa na jego niekorzyść.

Postuluję zwołanie dla zamku w Swobnicy okrągłego stołu, wokół którego zasiądą wszystkie zainteresowane podmioty i wspólnie określą koncepcję turystyczno-naukowego wykorzystania obiektu, potencjalne koszty tej operacji i możliwości jej sfinansowania z różnych źródeł. Wierzę, że właściciel nieruchomości, który jesienią ub. roku zabiegał o ministerialną dotację z programu "Dziedzictwo kulturowe - Priorytet I Ochrona zabytków", również będzie zainteresowany udziałem w tym przedsięwzięciu. Uważam, że warto to zrobić dla naszego regionu, dla naszej generacji, jak i dla tych, którzy będą tu żyć i pracować w przyszłości.
Remigiusz Rzepczak
Autor mieszka w Mieszkowicach, jest nauczycielem w gimnazjum, dziennikarzem "Kuriera Szczecińskiego" i miłośnikiem dziejów regionu
("Gazeta Chojeńska" nr 14-15 z 07.04.2009)


Europejski Szlak Templariuszy. Przystanek Swobnica

Z uznaniem przyglądam się inicjatywom podejmowanym przez Andrzeja Łazowskiego i Antoniego Sobolewskiego ze stowarzyszenia "Czas Przestrzeń Tożsamość" ze Szczecina. I wierzę w sukces, bo to poczynania takich zapaleńców potrafią wyzwolić nową energię społecznych działań, jakich brakuje w tym regionie. W poprzednich artykułach (zob. www.gazeta.chojna.com.pl - zakładka "Swobodnie o Swobnicy") mówiono o samym zamku w Swobnicy, ale także o wcześniejszych błędach lokalnych władz i zaniechaniach lokalnej społeczności.

Ruch turystyczny na szlakach kulturowych, na których obowiązkowo powinna znaleźć się Swobnica, wyznaczają dwa podstawowe elementy: zachowane zabytki materialne oraz szeroko rozumiane wydarzenia kulturalne, także te ludyczne, jak jarmarki, festyny, turnieje rycerskie. Swobnica dysponuje olbrzymim potencjałem, najwyraźniej niedocenionym przez samych mieszkańców tego regionu. Szansą dla niej jest realne zaistnienie na markowych szlakach, wpisanych w "Strategię rozwoju turystyki w województwie zachodniopomorskim". Na Szlaku Rycerskim pojawia się ta miejscowość obok innych, związanych z historią templariuszy i joannitów, a także znanych rycerskich rodów. Szlaki rycerskie prowadzą przez Banie, Swobnicę, Rurkę, Chwarszczany, Stare Drawsko, ale także przez naznaczone historią mniejsze miejscowości, jak Ostrzeszów, Kamienny Jaz, Grzybno czy Dłusko. Ale te szlaki istnieją wirtualnie, nie ma na nich realnego ruchu turystycznego. Może poza Chwarszczanami, które ostatnio z sukcesem wykorzystują swoje templariuszowe dziedzictwo.

Rolą samorządów lokalnych jest wypracowanie strategii działań wspomagających odbudowę zabytków materialnych, budowanie programu wydarzeń kulturalnych oraz współpraca z innymi gminami i samorządem wojewódzkim przy uzyskiwaniu środków unijnych i promocji turystycznej. Takie działania podjęły gminy zrzeszone w Ogólnopolskim Szlaku Cysterskim. W wyniku tego pięć województw Polski południowej otrzymało 58 mln dotacji unijnej na budowę infrastruktury przy obiektach pocysterskich, woj. pomorskie opracowało strategię odbudowy obiektów, zmiany charakteru ich użytkowania, budowy szlaków dla turystyki aktywnej oraz promocji imprez kulturalnych. W naszym województwie jedna z wiosek otrzymała 450 tys. zł dotacji unijnych na realizację projektu cysterskiej wioski tematycznej. Również zachodniopomorskie gminy wykorzystują kulturowe dziedzictwo cysterskie: w nawie kościoła w Kołbaczu otwarto w ub. roku galerię sztuki, odbywają się tam też klimatyczne koncerty. W Marianowie od lat organizowany jest festyn "Lato z Sydonią", zaś przy kościele tworzone są miejsca noclegowe i konferencyjne oraz powstaje galeria sztuki. W Reczu działa zakon rycerski. W Bierzwniku od lat prowadzone są wykopaliska, co roku odbywa się trzydniowy festyn cysterski. W Cedyni prywatny właściciel odbudował ruiny skrzydła konwersów i stworzył komfortowy hotel, pojawiły się też cykliczne imprezy turystyczne - rajdy rowerowe szlakiem cysterskim oraz międzynarodowy rajd konny szlakiem templariuszy. W niedalekim niemieckim Chorinie w ruinach obiektów zakonnych realizowany jest program ściągający tłumy turystów: koncerty, wystawy warsztaty, szkolenia, konferencje, wydawnictwa. Dzięki temu na bazie ruin w niewielkiej miejscowości powstało centrum kulturalne regionu i miejsce weekendowych przyjazdów berlińczyków.

Taką rolę widzę dla Swobnicy - wpisanie się w Europejskie Drogi Kulturowe Szlakiem Templariuszy, nawiązanie kontaktów z innymi miejscowościami w Polsce i za granicą, związanymi z zakonem i jego niesamowitymi dziejami. Swobnica należy do wielkiego szlaku kulturowego, który ciągnie się od Francji do Jerozolimy. Historia templariuszy to jedna z najbardziej magicznych, burzliwych, tajemniczych historii rozgrywających się na europejskiej scenie średniowiecza. Swobnica należy do tej historii i powinna ją wykorzystać.

Co jeszcze powinno się zrobić? Zagospodarować zamek i teren wokół niego. Udostępnić turystom i mieszkańcom. Zaktywizować lokalną społeczność. Stworzyć wydarzenia potrafiące przyciągnąć turystów, wykorzystując zainteresowanie rekonstrukcjami historycznymi (vide - sukces wioski Słowian i Wikingów). Pozyskać środki finansowe. Rozpocząć działania promocyjne. Olbrzymie pole do działania - dla tych, którym się chce.
W tym roku Europejskie Dni Dziedzictwa, których być może krajowe obchody odbędą się w naszym województwie, odbywają się pod hasłem "Zabytkom na odsiecz! Szlakiem grodów, zamków i twierdz". A jak świętować będzie Swobnica?
Bogna Czałczyńska
Autorka jest dyrektorką Zachodniopomorskiej Izby Turystyki w Szczecinie, organizatorką imprez turystycznych, koordynatorką projektu "Transgraniczne warsztaty turystyczne na Zachodniopomorskim Szlaku Cysterskim" oraz autorką projektu "Turystyka edukacyjna na Szlaku Cysterskim". Organizatorka warsztatów rozwojowych dla kobiet, autorka artykułów w prasie turystycznej.
("Gazeta Chojeńska" nr 17 z 28.04.2009)


Czy martwe przepisy ożyją i uratują Swobnicę?

Na dawnym zamku joannitów w Swobnicy (a raczej w tym, co z niego pozostało) spotkali się 15 lipca ludzie zaangażowani w próbę jego ratowania. Przypomnijmy, że w 1992 roku potężny obiekt wraz z parkiem kupił od gminy Banie Belg Johann van Leendert. Jednak nie dbał o ten zabytek, który z czasem popadał w coraz większą ruinę. W ub. roku zawaliło się najstarsze skrzydło. Spotkało się to z biernością władz różnego szczebla. W tym roku w marcu nasza gazeta wraz ze szczecińskim stowarzyszeniem "Czas Przestrzeń Tożsamość" rozpoczęła na swych łamach debatę "Swobodnie o Swobnicy" (teksty dostępne są na naszej stronie www.gazeta.chojna.com.pl). Jednym z autorów był Marian Anklewicz - gryfiński regionalista i autor przewodników. W ostatnich tygodniach zainicjował on akcję składania w prokuraturze zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa przez belgijskiego właściciela zamku. Według Anklewicza, van Leendert "od 17 lat nie podejmuje jakichkolwiek działań mających na celu zabezpieczenie tego jednego z najcenniejszych na Pomorzu Zachodnim zabytków przed kompletnym zniszczeniem. Co więcej, jego działania, polegające na uchylaniu się od płacenia kar, ignorowaniu zaleceń konserwatorskich oraz ignorowaniu wszelkich działań podejmowanych przez odpowiednie służby mogą wskazywać, że proces destrukcji zamku jest przez niego świadomie kierowany i celowy. (...) Biorąc pod uwagę fakt ogromnych zniszczeń, jakie polska kultura poniosła w ciągu ostatnich 70 lat, bezczynne przyglądanie się barbarzyńskim i najprawdopodobniej przestępczym działaniom właściciela zamku wymaga bezzwłocznej ingerencji właściwych organów państwa, w tym prokuratury". Autor przywołuje tu artykuł 110 ustawy o ochronie zabytków ("Kto będąc właścicielem zabytku, nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem i zniszczeniem, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny") oraz prawo budowlane, nakazujące utrzymanie obiektu w należytym stanie (art. 91a). Zawalenie się przed rokiem jednego skrzydła było katastrofą budowlaną, a art. 92.1 mówi, że kto nie dopełnia obowiązków usunięcia uszkodzeń lub uzupełnienia braków, mogących spowodować niebezpieczeństwo dla ludzi lub mienia bądź zagrożenie środowiska, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywnie. Z kolei kodeks karny przewiduje więzienie za wywołanie (m.in. wskutek doprowadzenia do zawalenia się budowli) zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach. W związku z powyższym Anklewicz wnioskuje o wszczęcie postępowania przeciwko właścicielowi lub jego reprezentantom.

Podobne doniesienia złożyło do prokuratury już kilka innych osób, z równoczesnym powiadomieniem starostwa w Gryfinie, powiatowego i wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego oraz wojewódzkiego konserwatora zabytków.
Wcześniej konserwator zabytków podjął działania po interwencji mieszkańca Widuchowej Jarosława Gorącego. 27 maja przeprowadzono kontrolę stanu swobnickiego zabytku. Stwierdzono, że nie wykonano prac zabezpieczających dach, choć termin minął 30 stycznia. Konserwator 18 czerwca powiadomił prokuraturę w Gryfinie i znów nakazał przeprowadzenie do 30 października robót budowlanych.
Zawalone w lutym ub. roku jedno ze skrzydeł zamku

Reporterka Polskiego Radia Szczecin rozmawiała 15 lipca w Swobnicy nie tylko z Anklewiczem, ale także z prezesem szczecińskiego stowarzyszenia "Czas Przestrzeń Tożsamość" Andrzejem Łazowskim. CPT dwa lata temu wydało monografię Swobnicy i zamku autorstwa Romana Czejarka. Kilka dni temu stowarzyszenie wystosowało do ministra kultury i dziedzictwa narodowego drugi już list z apelem o pomoc w ratowaniu zamku (przed rokiem na pierwszy nie otrzymali odpowiedzi). W piśmie czytamy m.in.: "Zaniechania właściciela przy bezczynności władz robią wrażenie, jakby chodziło o odsunięcie problemu niechcianego obiektu. I tak na oczach wszystkich zainteresowanych swobnicki skarb zamienia się w ruinę. To ostatni moment by uratować Swobnicę! Pierwszym ruchem powinno być znalezienie prawdziwego gospodarza zamku. Przykładem, jak można działać w tej sprawie, mogą być choćby liczne obiekty z terenu Kotliny Jeleniogórskiej, które w ciągu ostatnich lat uratowano od zagłady (Łomnica, Sady Dolne, Wojanów, Staniszów). Jeszcze kilka lat temu każdy z nich był, podobnie do Swobnicy, walącą się ruiną. Dziś, pięknie odrestaurowane, mają gospodarzy i służą miejscowej społeczności. Każdy z nich uratowano w inny sposób, ale elementem wspólnym było zawsze znalezienie na początku dobrego gospodarza" - pisze prezes Łazowski, zapraszając jednocześnie ministra Zdrojewskiego do Swobnicy - miejsca, gdzie "znika jedna z pereł, jakie historia zostawiła nam w spadku".
Tekst i fot. Robert Ryss
("Gazeta Chojeńska" nr 30 z 28.07.2009)

2017 ©  Gazeta Chojeńska