Dzisiaj jest czwartek, 01 października 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 21 z dnia 21.05.2019

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
W niedzielę pójdźmy na wybory!
Tylko mała część Kościoła to pedofile. Ale cały Kościół tuszuje ich przestępstwa
Noc Muzeów - przeszłość, teraźniejszość, przyszłość
Fundacja z nowym przewodniczącym
Zebrano 45 tysięcy!
Przejazd nieskończony, potrzebny inny wykonawca
Pieniędzy trzeba szukać gdzie indziej
Ocalić od zapomnienia
Sport

Tylko mała część Kościoła to pedofile. Ale cały Kościół tuszuje ich przestępstwa

W ciągu paru dni kilkanaście milionów osób obejrzało wstrząsający dokumentalny film Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. Jednak niektóre ważne persony (np. Jarosław Kaczyński, ksiądz Tadeusz Rydzyk, znaczna część biskupów) udają, że filmu nie zrozumiała. Świadczą o tym próby przelicytowania i udowadniania, że więcej przestępstw pedofilskich niż księża popełniają nauczyciele czy... murarze. A przecież ten film nie jest o czynach pedofilnych w ogóle (bo wiadomo, że są popełniane przez osoby o różnych zawodach). Ba, jego głównym tematem nie są nawet przestępstwa księży. To przede wszystkim film o stworzonym przez Kościół katolicki systemie ukrywania, tuszowania i usprawiedliwiania tych zbrodni, a nawet piętnowania ofiar. To system, który nie funkcjonuje w środowisku nauczycieli czy obwinianych przez rządowe media murarzy. Czy ktoś słyszał o nauczycielu, którego jedyną karą za zgwałcenie dziecka jest przeniesienie przez zwierzchników do innej szkoły, gdzie gwałci inne dzieci? Czy ktoś słyszał o murarzu przenoszonym za takie czyny na inną budowę?
Księża to wyjątkowa grupa społeczna, bo obdarzona przez społeczeństwo specjalnym wielkim kredytem zaufania (jak widać, boleśnie przez Kościół nadużytym), a przede wszystkim grupa aspirująca do wyznaczania moralnych standardów życia. Bajania o murarzach czy nauczycielach - trzeba to mocno podkreślić - są próbą odwracania uwagi od przestępstw Kościoła i stanowią jeden z kolejnych rozdziałów tuszowania i usprawiedliwiania tych zbrodni. Słowo „zbrodnia” jest tu całkowicie na miejscu, bo w polskim prawie tak nazywa się popełnione umyślnie czyny zagrożone karą więzienia od 3 lat wzwyż.


Ogromna wina Kościoła nawet za tuszowane jednego przestępstwa
Oczywiste jest, że nie wszyscy księża to osoby dopuszczające się czynów pedofilskich. To tylko niewielka część. Według badań w rozmaitych krajach jest ich mniej niż 10 procent albo i mniej niż 5 procent, a więc, przykładając te procenty do ogólnej liczby blisko 30 tysięcy polskich księży, daje to mniej więcej od trzystu do trzech tysięcy przestępców w sutannach. Ktoś powie „tylko”, inny powie „aż”... Zresztą według jakich kryteriów liczyć? Według wyroków sądowych? Według zgłoszonych spraw? Przecież istotą tuszowania jest to, że zdecydowana większość ofiar w ogóle tego nigdzie nie zgłasza, ulegając ogromnej presji i szantażowi ze strony księży, by „nie mówiły nikomu” („Jak komuś powiesz, to pójdziesz do piekła!”). Taką presję wywiera też środowisko, a nawet rodzice. Choćby z tego powodu należy z wielką ostrożnością patrzeć na porównania liczby przestępstw seksualnych popełnianych przez księży i przez ludzi innych zawodów. Notabene nikt nie pokrzykuje, że mówienie o przestępstwach jakichś nauczycieli jest atakiem na polską szkołę i atakiem na Polskę. Tym bardziej nikt nie krzyczy, że atakiem na Polskę jest ściganie za pedofilię jakichś murarzy.

Tak czy inaczej, krzywdząca i niesprawiedliwa byłaby opinia, że cały Kościół to pedofile. Jednak prawdziwa jest opinia, że cały Kościół tuszował te przestępstwa - jako instytucja, system, organizacja. Wspierają go w tym władze polskiego państwa, adorujące tę najbardziej klerykalną i zamkniętą część duchowieństwa. I w tej perspektywie zupełnie nieistotne jest, czy Kościół tuszował tysiące, setki czy dziesiątki takich niecnych czynów. Skandal i ogromne zgorszenie wywołane przestępstwami seksualnymi księży nie polega na skali tego zjawiska, lecz na tym, że Kościół stworzył system, dzięki któremu jako cała instytucja chronił i bronił zbrodniarzy, a nierzadko atakował ofiary, próbując czynić z nich sprawców. Tak więc wina Kościoła byłaby ogromna nawet gdyby zdarzył się jeden (choćby tylko JEDEN!) taki przypadek. A wiadomo, że było ich co najmniej setki.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński uporczywie stara się umacniać sojusz tronu z ołtarzem, co na dłuższą metę jest zawsze zabójcze i dla tronu, i dla ołtarza. 4 maja stwierdził, że „kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę”. Tydzień później w Szczecinie, zaraz po premierze filmu Sekielskiego, powiedział, że przestępstwa niektórych księży nie dają prawa ataku na Kościół. A więc też udaje, że nie zrozumiał tego filmu. Takie opinie podtrzymują i umacniają bezkarność księży i biskupów. Zresztą nie z przypadku prominentną postacią w obozie Kaczyńskiego (o zgrozo, namaszczoną na przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości) jest Stanisław Piotrowicz, który jako prokurator na Podkarpaciu szokująco bagatelizował i usprawiedliwiał pedofilne przestępstwa księdza (skazanego potem za to na więzienie).
Pisane na kolanie przez PiS zmiany w kodeksie karnym w parę dni po premierze filmu Sekielskiego to grubymi nićmi szyty chwyt przedwyborczy. Przede wszystkim trzeba korzystać i przestrzegać od dawna obowiązującego prawa, a zwłaszcza jednakowo traktować wszystkich oskarżanych, w koloratce czy bez. Poza tym podwyższanie granicy wieku legalności współżycia seksualnego z 15 do 16 lat nie ma już w ogóle nic wspólnego z pedofilią w znaczeniu medycznym. W konsekwencji za pocałunek 15-latki chłopakowi 17-letniemu grozić będzie więzienie. Co ciekawe, choć niby PiS podwyższył właśnie kary za „wszystko”, to jednak nie za niezawiadomienie i ukrywanie informacji o przestępstwie pedofilskim.


Jezus wielokrotnie zgwałcony przez księży
Wiele osób jako przyczynę popełnianych przez księży przestępstw seksualnych podaje celibat. To tylko część prawdy. Możliwe jest przestrzeganie surowych zasad celibatu, ale pod warunkiem, że w seminariach odpowiednio przygotowuje się do tego przyszłych księży. Jednak główną przyczyną bezkarnej pedofilii księży jest ogromny klerykalizm, który jak potężny nowotwór rozkłada ciało polskiego Kościoła i ciągnie go w otchłań. W konsekwencji biskupi są w nim zdecydowanie najważniejsi, potem długo nikt, następnie księża i potem znów długo nikt, a na samym dole tej hierarchii są dopiero zwykli wierni. Wykoślawione traktowanie duchownych jako wybranych przez Boga i będących z nim w lepszym kontakcie niż reszta wierzących namaszcza księży nietykalnością (a w rezultacie bezkarnością). Pasterz stał się dużo ważniejszy od owiec, którymi ma się opiekować. Dlatego właśnie dominikanin o. Ludwik Wiśniewski powiedział, że „uczciwy katolik powinien być antyklerykałem”. Dodajmy, iż antyklerykalizm to nie walka z religią czy Kościołem, lecz ich obrona.
Dzieci są częścią wspólnoty katolickiej, a więc częścią Kościoła w nie mniejszym stopniu niż księża. Dlatego gwałcenie dziecka jest gwałceniem Kościoła, a przede wszystkim gwałceniem Chrystusa, w którego wierzą katolicy. Bo to On powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Ewangelia wg św. Mateusza). Jak głosi chrześcijańska mistyka, Kościół jest oblubienicą Chrystusa. Teraz okazuje się, że oblubienica chroni gwałcicieli swego oblubieńca, a nawet sama go gwałci.


Pro domo sua
Nigdy nie byłem molestowany ani w inny sposób skrzywdzony przez księdza, zarówno w dzieciństwie, jak i młodości. Jestem absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i odebrałem tam solidne, na wysokim poziomie wykształcenie. Dzielę się powyższymi refleksjami nie - jak sądzą niektórzy - wbrew temu, czego nauczyłem się na KUL-u, ale właśnie dzięki temu. Bo to właśnie tam miałem wśród wykładowców wspaniałe osobowości (w tym duchownych), które wpoiły mi, że nie można bać się własnych myśli, a tym bardziej własnych uczuć.
Chcąc być uczciwym wobec samego siebie, od paru dekad nie czuję się już członkiem Kościoła, ale nie z powodu zła w jego wnętrzu, lecz z przyczyn duchowo-religijnych. Kościół nie chce zostawiać u siebie miejsca na wątpliwości, a ja bez nich żyć nie potrafię ani nie chcę. „Dubito ergo cogito, cogito ergo sum”. Czyli: „Wątpię, więc myślę. Myślę, więc jestem”.
Robert Ryss

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska