Dzisiaj jest niedziela, 28 lutego 2021 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 09 z dnia 25.02.2020

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Podróże kształcą i poruszają sumienie
Poniemieckie, czyli nasze nie nasze
Nasz historyk doceniony
Apel do mieszkańców gmin Chojna, Moryń,
Trzcińsko-Zdrój

Tajemnicza walizka, śnieg i... dużo humoru
Sport

Poniemieckie, czyli nasze nie nasze

„Z pograniczem jest kłopot – tego, co jest ci tak drogie, nie możesz nigdy posiąść na własność, zawsze musisz się tym podzielić”. Te słowa przytoczył w swej ubiegłorocznej książce „W stronę Xenopolis” Krzysztof Czyżewski – współtwórca Ośrodka „Pogranicze – Sztuk, Kultur, Narodów” w Sejnach. Zdanie to pasuje do tego, o czym mówiła w sobotę 22 lutego na Gryfińskim Festiwalu Miejsc i Podróży „Włóczykij” Karolina Kuszyk, z którą rozmawiał Radosław Skrycki. Mowa była o jej książce pt. „Poniemieckie”, która ukazała się w wydawnictwie Czarne. Autorka zastanawia się nad zjawiskiem występującym w Polsce na ziemiach, które do 1945 roku były niemieckie.

Jak bardzo dom poniemiecki musiał się napracować, żeby zasłużyć na miano polskiego? Obcujemy tu na co dzień zarówno z domami, jak i meblami, obrazami, sprzętami, kościołami, cmentarzami, które należały do kogoś innego i w gwałtowny sposób zmieniły właściciela. Wielu z nas jadało z talerzy z niemieckimi napisami (czasem nawet ze swastyką), w łazienkach odkręcaliśmy kurki kranów z napisami „Kalt” i „Warm”. Te rzeczy są już od 75 lat polskie, czyli nasze, ale – sięgnijmy znów do Czyżewskiego – tak naprawdę nie możemy nigdy posiąść ich na własność i musimy się nimi dzielić. Co prawda tylko w sposób metaforyczny, ale dla mentalności miewa to spore znaczenie. Choć już nie tak duże, jak dla tych Polaków, którzy mieszkali tu w pierwszych powojennych dekadach i bardzo długo nie czuli się jak u siebie, ale mimo wszystko jakieś echa, refleksje, fantazje budzą się także i po trzech pokoleniach. Widać to czasem np. w oporach (na szczęście nielicznych) wobec ratowania „nie naszych” zabytków. Skupmy się jednak na pozytywach: jak uczą mędrcy, kto się dzieli, ten pomnaża to, co ma...

Oboje rozmówcy zauważyli, że te rozterki z reguły dla mieszkańców tzw. starej Polski są hermetyczne i trudno zrozumiałe, jak zresztą i samo pogranicze. Co prawda tereny poniemieckie to nie tylko dzisiejsze pogranicze polsko-niemieckie, lecz także np. Kaszuby czy Warmia i Mazury, jednak obszary te nie zostały w książce ujęte. Autorka usprawiedliwia się, że nie mogła być wszędzie (nie udało jej się otrzymać stypendium) i skupiła się na Ziemiach Zachodnich. Są też w książce wątki dla nas lokalne, np. Zatoń Dolna.

Karolina Kuszyk i Radosław Skrycki

Karolina Kuszyk wychowała się w „poniemieckiej” Legnicy, a teraz dzieli swój czas między tym miastem a Berlinem. Podobnie jak w Chojnie (co zauważył pochodzący z niej Radosław Skrycki) zaszło ciekawe zjawisko: obiekty, na których stacjonowała przez blisko pół wieku Armia Radziecka, po jej wyjeździe na początku lat dziewięćdziesiątych mieszkańcy zaczęli określać jako poradzieckie, choć pierwotnie były poniemieckie.

Sobotnią prezentację Karolina Kuszyk ilustrowała wykonanymi przez siebie w różnych miejscach licznymi zdjęciami, których, niestety, zabrakło w książce. Są tam za to rozmowy z trzema pokoleniami Polaków mieszkających na „poniemieckim”, w tym z regionalistami i kolekcjonerami.
Tekst i fot. Robert Ryss

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska