Dzisiaj jest piątek, 03 kwietnia 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 13 z dnia 24.03.2020

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Żegnamy się z Wami po 30 latach
Pożegnanie z gazetą
Chojeńska mediapolis
Kalendarium „Gazety Chojeńskiej”
Stan epidemii i nowe obostrzenia
Konsultant wojewódzki o kontakcie z przychodniami
Jak podczas pandemii działa sąd?
Czas wirtualnych przyjaciół
Między wiarą a fanatyzmem
Operacja uratowała mu życie,
ale nie może wrócić do domu

Sport

Operacja uratowała mu życie,
ale nie może wrócić do domu


Nie zakończyła się batalia o życie pięcioletniego Sebastiana Terpińskiego z Buska-Zdroju, dla którego 30 czerwca ub. roku w Chojnie na placu między ratuszem a kościołem Mariackim zorganizowano charytatywny piknik, zbierając ponad 18 tys. zł. W ten sposób miejscowa społeczność włączyła się w akcję zdobywania środków na skomplikowaną operację czteroletniego wówczas chłopca. Jego serce nie miało połączenia z płucami wskutek zarośnięcia tętnicy płucnej i pomagało mu sztuczne połączenie, które jednak nie mogło długo wytrzymać. W lecie lekarze oceniali, że serce chłopca wytrzyma do momentu, gdy waga Sebastiana przekroczy 20 kilogramów, czyli pozostawały mu wtedy 3 kilogramy życia... Chore serce mógł uratować światowej sławy kardiochirurg dziecięcy prof. Frank Hanley z USA, który jako jedyny podjął się operacji i zgodził się o połowę obniżyć koszt. Mimo to potrzeba było aż blisko 3 mln zł. Trwała zbiórka przez Fundację Siepomaga.

Sebastian w Kalifornii po operacji

Wydawało się to niewykonalne, jednak udało się zebrać potrzebną kwotę. Sebastian poleciał z mamą do USA, gdzie w Kalifornii operacja serca i płuc odbyła się pod koniec lutego. Zakończyła się powodzeniem, Sebastian oddycha samodzielnie. Bilety powrotne z Los Angeles mieli wykupione w PLL Lot na 31 marca, jednak w międzyczasie rozpoczęły się ograniczenia wskutek pandemii koronawirusa. Polska przestała przyjmować loty z zagranicy, a z tej części USA nie ma lotów czarterowych w ramach akcji „Powrót do domu”. Skutek jest taki, że mama i syn utknęli w Kalifornii. Ambasada poinformowała ich, że czarterowy lot możliwy jest tylko z Chicago albo z Miami, czyli wśród pasażerów stłoczonych w poczekalniach, kolejkach i w samolocie. Osoby, które skorzystały z akcji „Powrót do domu”, twierdzą, że odbywa się to w warunkach będących wylęgarnią wirusów (np. samoloty lądują – czasem kilka jednocześnie – o tej samej porze wyłącznie na Okęciu, gdzie trzeba w kilkugodzinnej kolejce czekać w ścisku na kontrolę, a następnie na własną rękę, często transportem publicznym, dojechać nawet kilkaset kilometrów do domu na kwarantannę).

Jakby tych zagrożeń było mało, to jeszcze okazało się, że Sebastian z mamą muszą z Kalifornii przejechać na własną rękę tysiące kilometrów do Chicago albo do Miami. W dodatku Amerykanie u siebie zakazali lotów międzymiastowych. Na razie (w momencie zamykania tego numeru gazety, czyli 23 marca) mama i chłopiec przebywali nadal w ośrodku leczenia ciężko chorych dzieci, ale dłużej nie jest to możliwe. Dłuższy pobyt w USA wiąże się z potężnymi kosztami, a w razie konieczności korzystania z opieki medycznej wzrosłyby jeszcze wielokrotnie. Ponadto dziecko po takiej operacji szczególnie jest narażone na zakażenie koronawirusem. Mama stara się o załatwienie medycznego lotu do Polski, ale to wiąże się znów z gigantycznymi kosztami i kolejną zbiórką publiczną.

Sebastian z mamą w Chojnie w czerwcu ub. roku

„Piszę wszędzie gdzie się da. Może ktoś ma pomysł jakiś?” – pyta na swym profilu na Facebooku mama chłopca Katarzyna Krzemińska. 21 marca napisała: „Sami wiecie, jak trudno przetrwać w warunkach kwarantanny, której teraz doświadczacie. Sebastianek jest w grupie największego ryzyka... Jestem zależna od innych osób, które bardzo mi pomagają, ale które też są narażone na zarażenie... Nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie, jakie ograniczenia zostaną wprowadzone. Propozycje powrotu od polskich instytucji, niestety, nie są dla Sebastianka bezpieczne. Wiele osób pisze, że lot medyczny byłby najbezpieczniejszy, tylko to ogromne koszty, wstępnie wiem, że około 100 tys. euro. Inni z kolei piszą, żeby zostać tu i przeczekać, ale to też koszty” – mówi zdesperowana mama Sebastiana.

Zbiórka ponownie rozpoczęła się w ramach Fundacji Siepomaga. Na jej portalu mama informuje: „Jesteśmy na drugim końcu świata, daleko od domu, rodziny i przyjaciół. Nie posiadamy ubezpieczenia zdrowotnego, nie znamy języka, pomagają nam wolontariusze, którzy sami muszą dostosować się do zmieniających się warunków. W takiej sytuacji wszelka pomoc jest utrudniona. Wiemy, że wirus z łatwością przenosi się z człowieka na człowieka, że należy unikać skupisk ludzkich, dlatego zbieramy na bezpieczny powrót do domu. Uniknięcie realnego zagrożenia, zapewnienie opieki medycznej i specjalnych środków na pokładzie to nasz nowy cel. Nie chcemy zaprzepaścić tej wielkiej szansy, jaką od państwa otrzymaliśmy. Koszt transportu medycznego to 100 tys. euro, ale jak ważny jest bezpieczny, specjalistyczny powrót po tak ciężkiej operacji serca i płuc Sebastianka do domu”.
(rr)

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska